Dzisiaj odkładamy naukę na bok. W zamian chciałabym zachęcić Was do… zabawy! Przekonam Was, że możecie z czystym sumieniem pobawić się trochę na swoich zajęciach języka obcego, lekcjach indywidualnych i podczas nauki w domu (jeśli macie towarzystwo;)).

Istnieją teorie,  że najlepiej zapamiętujemy nowe rzeczy, pojęcia i słówka, kiedy angażujemy jak największą liczbę zmysłów i emocji. Gry i zabawy wydają się w tym przypadku jedną z lepszych metod pozwalających przyswoić nowe słownictwo. Zacznijmy od tych najprostszych i najbardziej popularnych gier towarzyskich. Jestem pewna, że dobrze je znasz. Dlaczego by ich nie wykorzystać w nauce języka?

KALAMBURY

Przyznaj, że zapomniałeś już, ile frajdy może przynieść pomysłowe ubieranie haseł w gesty. W łatwiejszej wersji możemy pomóc sobie tablicą, na której będziemy też rysować. Zdolności aktorskie i plastyczne nie mają znaczenia, liczy się pomysł i nakierowanie grupy na odpowiednie skojarzenia. Świetnie sprawdzą się tu hasła tj. nazwy zwierząt, zawodów i całe wyrażenia (też idiomatyczne). Co tam gotowe obrazkowe fiszki, najwięcej zapamiętamy z komicznego rysunku kolegi. Zabawa gwarantowana!

TABU

Tu jest jeszcze fajniej, bo musimy dużo mówić.  Liczy się też pomysłowość opisu i unikanie zakazanych słów. Do tej gry musimy się przygotować. Jeśli mamy dostęp do francuskiej wersji (Taboo) to świetnie. Pozostaje nam dobra zabawa. Jednak samodzielne wykonanie kart do tej gry nie jest wymagające, a pozwala dostosować ją do naszych potrzeb i zawęzić zakres słownictwa, jakie chcemy wyćwiczyć. Wystarczy, że pod hasłem umieścimy na karcie dwa albo trzy wyrazy, które wydają się niezbędne do zaprezentowania danego słowa. Za przykład może posłużyć „krowa”. Słów, których nie wolno nam użyć to: zwierzę, mleko, trawa. Jak to ominąć? 🙂

KIM JESTEM?

Nie wiem na pewno, czy jest to oficjalna nazwa tej zabawy, ale chodzi w niej przede wszystkim o to, że przydzielamy jednej osobie rolę jakiejś postaci, którą znają wszyscy uczestnicy. Może to być postać historyczna, literacka, gwiazda filmowa i kto Wam się tylko zamarzy (np. Warszawska Syrenka albo Mama Muminka). Gra polega na tym, że gracz zadaje grupie pytania zamknięte dotyczące danej osoby i musi wywnioskować, jaką rolę mu przydzielono. Zacznijcie od czegoś najprostszego, żeby oswoić się z pytaniami. Potem możecie sięgać po mniej oczywiste skojarzenia. Jest to świetny sposób na ćwiczenie konstruowania rozmaitych pytań na temat wieku, płci, zawodu, wyglądu.

 

Jesteście za?

  • Takie proste gry są świetnym pomysłem do wykorzystania przez nauczycieli i korepetytorów, osób uczących się w domu (np. z dzieckiem) i uczęszczających na kurs. Jeśli tylko uważasz, że na Twoich zajęciach brakuje podobnych elementów, zaproponuj je!
  • Możemy je wykorzystać  na każdym poziomie nauki. Sprawdzą się przy najprostszych podstawowych słówkach, jak i przy nauce całych wyrażeń. W bardziej luźnej formie, w zaawansowanej grupie, możemy sięgnąć po tytuły książek, filmów i po przysłowia.
  • Dla porządku i oswojenia się z zabawą wprowadzajcie ograniczenia w danej grze czy rundzie. Pod koniec lekcji albo działu tematycznego stwórzcie grę ze słownictwem dotyczącym np. tylko ekologii, podróży, gotowania.
  • Polecam Wam, abyście nie rezygnowali z elementu grywalizacji. Wprowadźcie zasady i punktację. Z całego kursu czy semestru może powstać niezły turniej. Punkty pomogą też ocenić postępy. Kto by tam stawiał stopnie? Idealna alternatywa dla kartkówki ze słówek.
  • Jak ze wszystkim, zachowajmy umiar. Bardzo ważna jest różnorodność i atrakcyjność metod. Podczas godzinnej lekcji możemy poświęcić 15-20 minut na grę. Będziecie zaskoczeni, jak dużo można w tym czasie powtórzyć i ile punktów zdobyć. Wprowadźcie też grę na czas np. na „narysowanie” hasła mamy tylko 2 minuty, a na rundę TABU – 30 sekund. Zwiększajcie trudność!

 

Dobrej zabawy!

A.

 

Gry i zabawy!